sobota, 7 lutego 2015

Rozdział 1

   --Co ty tu robisz, Malfoy? - zapytała Hermiona blondyna, patrząc na niego gniewnie.
--Aktualnie rozmawiam z pewną wredną szlamą. A ogólnie to zostałem zaproszony.
--Niby przez kogo?
--Niby przez Łasica.- odpowiedział posyłając jej wyzywające spojrzenie.
--Ron cię zaprosił? - zapytała z niedowierzaniem
--Gdybyś z nim rozmawiała, to może byś wiedziała, że sprawy uległy zmianom.
--Gdyby chciał ze mną rozmawiać, to może bym wiedziała. Z resztą- to nie twoja sprawa, nie wtrącaj się. I nie psuj mi zabawy.
--Gdzieżbym śmiał. A teraz przepraszam, Granger. Znudziło mi się tępienie cię. Poszukam innej szlamy, która jest godna mojej uwagi.
--Oh, zapomniałam, wielki królewicz się znalazł! Czysta krew jest najważniejsza, bez niej nie istniejesz!
--Daruj sobie. I tak nie zrozumiesz.
--No tak... Jestem tylko nic nie wartą szlamą, która niczego nie rozumie. Jak zawsze masz rację, Malfoy.
Chłopak tylko wzruszył ramionami i wyminął dziewczynę. Oburzona Hermiona jeszcze przez chwilę stała w osłupieniu, ale po chwili otrząsnęła się i poszła po Ginny. Ruda stała w kącie i rozmawiała o czymś z Fleur. Hermiona podeszła do nich i przywitała się z blondynką. Głaskała się ona po lekko zaokrąglonym brzuchu i promiennie uśmiechała.
--Hermiona! Cher (fr.- kochana ~przyp. autorki;] ) moja, tak się cieszę, że wreszcie cię widzę. Ginny mówiła, że będziesz.
--Mi również jest miło, Fleur. -odpowiedziała z uśmiechem była Gryfonka- Mogę wiedzieć, który to miesiąc?
--Początek piątego, Victorie już daje o sobie znać.
--Czyli jednak dziewczynka!
--Widzisz Hermiono, wisisz mi kremowe piwo- przerwała jej Ginny. Brunetka odpowiedziała z uśmiechem i jeszcze raz omiotła spojrzeniem pomieszczenie. Goście pozbijali się w kilkanaście małych grupek i stali rozproszeni po całej sali.
--Szukasz kogoś? -zapytała Fleur, przyglądając się Hermionie.
--Widziałaś może Rona?
--Oui, oui! Jest w ogrodzie, rozmawiał z tym nowym dyrektorem Ministerstwa Transportu.
 Hermiona jak strzała wyleciała z pokoju dziękując Fleur szybkim uściskiem. Weszła do wielkiego ogrodu i rozejrzała się. Ron stał obok fontanny i rozmawiał z jakimś mężczyzną.
--Ron!
--Hermiona? Co ty tu robisz?- zapytał jakby z odrazą, przeprosił swojego towarzysza skinieniem głowy i podszedł do swojej dziewczyny.
--Tak za tobą tęskniłam!- szatynka zarzuciła mu ręce na szyję i przyciągnęła blisko siebie. Chłopak odsunął ją delikatnie -Coś się stało?
--Nic. Idź do środka. Spotkamy się potem, Ettwards nie będzie czekał tu w nieskończoność.
Dziewczyna otworzyła szerzej oczy. Nie wierzyła, że Ron woli uciąć sobie pogawędkę z jakimś bufonem z Ministerstwa, niż choć porozmawiać z nią! Tak długo się nie widzieli, a on ją wygania? Czy ich związek już nic dla niego nie znaczył?
Hermiona targana mieszanymi uczuciami wróciła do sali bankietowej. Nie wiedziała co ma o tym myśleć... Musiała się porządnie z nim rozmówić.

***

--I jak poszło?
--Nie chciał ze mną rozmawiać.
--Ale... Ale jak to?
--Ginny, nie wiem o co w tym chodzi. Normalnie się tak przecież nie zachowuje. Zmienił się, nawet wyglądał jakoś inaczej...
--Oh, Hermiono! Tak mi przykro!- Ginny objęła przyjaciółkę i uśmiechnęła się do niej smutno- Nawet nie wiem co mam ci powiedzieć... To zachowanie nie pasuje mi do Rona...
--Gin, proszę, nie chcę teraz o tym rozmawiać. Spędźmy ten wieczór w miłej atmosferze, dobrze?
--Nie chcę być pesymistką Hermiono, ale jesteśmy w jednej sali z tymi zatęchłymi żmijami!- uniosła się Ruda i wskazała dłonią na kąt sali, w którym stali kolejno: Blaise Zabini, Terrence Higgs, Draco Malfoy, Pansy Parkinson, Theodore Nott i jakieś zupełnie nieznane jej dwie dziewczyny: blondynka i brunetka. Pansy wychwyciła wzrok byłych Gryfonek i wskazała je skinieniem głowy swoim towarzyszą. Nott powiedział coś do niej i ciągnąc za sobą blondynkę wyszedł z sali w stronę ogrodu. --Mopsiej Mordzie znów coś nie pasuje...-mruknęła zniesmaczona Ginny, patrząc w stronę czarnowłosej Ślizgonki.
--Wiewióro, błagam cię. To są twoi goście...
--To niech wyjdą na zewnątrz.
--Za jakie grzechy na Godryka?-Hermiona wzniosła oczy ku niebu. Miała teraz wiele innych istotniejszych zmartwień na głowie. Jakoś nie uśmiechało jej się wdawanie w kolejną kłótnię ze znienawidzonymi czarodziejami. Aktualnie umysł miała zaprzątany tylko zachowaniem Rona.
 Ginny zignorowała wypowiedź przyjaciółki i pociągnęła ją w stronę stojącego przy oknie Harry'ego. Chłopak gawędził wesoło z Luną, która miała na sobie białą sukienkę ze złotymi, motylimi motywami. Ubrana była bardzo skromnie, ale szykownie. Nie wyróżniała się specjalnie w tłumie, ale z pewnością w takiej kreacji zawróciła w głowie nie jednemu czarodziejowi. Blondynka uśmiechnęła się do nowo przybyłych dziewcząt.
--Słyszałyście, że o tej porze roku myrmiondusy chorwackie są niesamowicie niespokojne? Trzeba na nie niesamowicie uważać... A właśnie- skoro mowa o myrmiondusach...- nie dane jej było skończyć, ponieważ do sali wszedł Artur Weasley wraz z Molly. Po wygłoszeniu krótkiej przemowy i podziękowaniu wszystkim za przybycie zaprosił gości do stolików. Automatycznie pojawiły się na nich karteczki z imionami zaproszonych osób. Panna Granger kierowana przez Ginny ruszyła do największego stolika. Szybko znalazła swoje miejsce, które było...
Pomiędzy Ronem a Malfoyem...
O cholera.

***

 Hermiona kierowana rozsądkiem, postanowiła nie odzywać się do Malfoya przez cały wieczór. Po ich wcześniejszej kłótni, ostatnim o czym marzyła to kolejna potyczka z tym kretynem. Miała nadzieję, że Ron wyjaśni jej swoje wcześniejsze zachowanie, ale jak zwykle się pomyliła...
 Przyszedł chwilę po niej i bez słowa zajął swoje miejsce. Żadnych ukradkiem rzucanych spojrzeń, żadnych łapań za dłoń pod stołem, żadnych słów. Może zrobiłam coś nie tak? zastanawiała się szatynka. Nie miała zbyt wiele okazji do rozmowy ze swoim chłopakiem, może to go uraziło? Wysyłali sobie sowy, ale przecież każdy wolałby porozmawiać twarzą w twarz, a nie za pomocą listów.
--Ettwards powiedział mi, że dostałaś pracę w Ministerstwie- zaczął, nawet na nią nie patrząc.
--Tak, będę pracowała jako zastępca Dyrektora w...
--Wiem- przerwał jej machnięciem ręki- Ale to na razie nie istotne. Ettwards zapewniał, że prędko się wybijesz, no w końcu z twoimi wynikami... A co do Ministerstwa to również tam pracuję. Jestem głównym Sekretarzem samego Ministra, Kingsley ci chyba powiedział, prawda? Moim szefem jest Percy, więc nie mam tyle obowiązków co inni, ale i tak daję z siebie wszystko i jestem najlepszy. Mam nawet kilka własnych pomysłów jak zgromadzić spore sumki dla rozwoju naszego Departamentu. A właśnie- nie mogę się doczekać zebrania Dyrektorów, pewnie nie wiesz co to jest, ale...
--Tak się składa, Ron, że wiem.
--Ale dlaczego mi przerywasz? Nie wiesz, co chcę powiedzieć a się udzielasz! Jesteś nie do wytrzymania. Wracając do tematu, to spotkanie jest w przyszłym tygodniu, a Kingsley powiedział, że mogę mu towarzyszyć, jako że Percy jedzie w delegację. Coś czuję, że jeszcze maksymalnie pół roku, a zajmę jego miejsce!
--Ron, to wspaniale, naprawdę cieszę się twoim szczęściem, ale czy moglibyśmy zmienić temat?
--Oczywiście, zawsze musisz mówić tylko o sobie. Wielkiej pannie Hermionie nie pasuje rozmowa, to po co w ogóle ją prowadzić? Myślisz tylko o sobie. Jak możesz nie zauważać, że chcę ci coś powiedzieć?
--Ja myślę tylko o sobie? Zobacz na siebie Ron! Nie widzieliśmy się od pół roku, a ty nawet nie raczyłeś odebrać mnie z pociągu!
--Byłem zajęty, rozumiesz?!- Ron nie zważał już na otaczających ich gości i zaczął bezceremonialnie się wydzierać. Hermiona nieco spokojniejszym, aczkolwiek zdecydowanym głosem hardo odpowiadała na jego uwagi.
--Niby co jest ważniejsze ode mnie? Odpowiem za ciebie. Wszystko! Bo po co przejmować się własną dziewczyną, która, pożal się Merlinie, usychała z tęsknoty w Hogwarcie! Nic się dla ciebie nie liczy, rozumiesz?!
--Błagam cię! Gdybyś chciała mieć ze mną jakiś kontakt, to byś nie wyjechała!
--Czyli o to masz taki wielki żal? Nie możesz rozkazywać mi co mam robić!
--Właśnie, że mogę! To ty nie masz prawa mi się sprzeciwiać. Jestem twoim chłopakiem, masz mi być posłuszna!
--Chyba zwariowałeś! Nic nie muszę, ewentualnie mogę! Nie odzywaj się do mnie.
--Jak śmiesz?!- Ron, cały czerwony na twarzy wstał i pochylił się nad dziewczyną. Wbrew temu jak ta cała sytuacja wyglądała, nie bała się. Ron nie jest jej królem i nie będzie nią rządził. Miała dość jego pretensjonalnego zachowania i postanowiła z nim skończyć. Raz na zawsze.

Wstała i uderzyła chłopaka w twarz. Posłała mu pełen oburzenia wzrok i odwróciła się.
--Co to miało być?!- Ron kolejny raz wybuchł. Teraz cała sala przyglądała im się w osłupieniu.
--Jeszcze pytasz. To było pożegnanie. Z nami koniec, Ron. Za bardzo się zmieniłeś, a ja nie mogę być z kimś takim.
--Ty kurwo! Jesteś nic nie wartą szlamą! Zapamiętaj sobie, jeszcze przyjdziesz do mnie z podkulonym ogonem! A wtedy każę ci spierdalać! Słyszysz, Granger?! Nic nie znaczysz! Jesteś zwykłą dziwką!
 Ale ona już nie słuchała, jak najszybciej opuściła dom Weasleyów i teleportowała się.

___________________
Nareszcie pierwszy rozdział za nami <3 Dziękuję mojej cudownej becie, Megan :* Jesteś niezastąpiona! Dedyk dla moich przyjaciółek: Dominique i Julie <3 Kocham was dziewczyny <3 Dziękuję za każdy motywujący komentarz, to naprawdę wiele dla mnie znaczy ;*
Pozdrawiam was gorąco, do napisania!
PureBlood